Bentz wyskoczył z cienia i zatarasował mu drogę. Błysnął odznaką.

Czas sprawił, że Quincy żałował. Ale nauczył go też szczerości. Zrozumiał
nic trudnego.
była w tym odludnym miejscu. Gęste zarośla, ciemne poszycie lasu.
– Danny – powiedziała cicho. – Już pora, żebyśmy pogadali. Nie wyszła, dopóki nie
pełen zdjęć najniebezpieczniejszych przestępców. Dawał rady, dzięki
Można robić to wszystko, ale można też próbować się zmienić. Można
z tłoczonymi kwiatami, przewiązanym wstążką. Może więc był to prezent.
Mary znów opuściła głowę. Jej ramiona zadrżały.
wyłapała sarkazm w jego głosie. Ciekawe, czy wszyscy chłopcy z Południa
- Kiedy ostatnio spałeś?
Umieścił komputer na sosnowym stole i rozejrzał się za gniazdkiem telefonicznym.
140
słońce. Teraz potrzebowała tylko, żeby mała dziewczynka zaśpiewała: „Jutro,
wojnę i nie zważa na koszty!
www.domaszkowice.pl/page/2/

rozumiemy się? Nawet nie próbuj. Nie zachowuj się, jakbyś była jej matką. – Niesmak wręcz

ale z pewnością dalibyśmy sobie radę. A teraz informacje o tobie posiada
- Gimnastyki.
– Obiecuję lo mein z zieloną herbatą. Mam nadzieję, że tym razem oboje będziemy jedli.
unitedfinances provides 500 no credit check loan special deal online

przy uchu słuchawkę telefonu bezprzewodowego. Jej ciemne włosy

– Nic ci nie będzie – powiedział. Starał się do niej podejść, ale nogi miał jak z ołowiu,
Coraz niżej, niżej, w ocean czarny jak noc. Słona woda zamykała się wokół niego, zrzucił
Gdzie, do cholery, ekipa, która opowie nam o spalonym samochodzie w Marina del Rey?
wypowiedzenie umowy o pracę

adwokatką, żeby rozważyć wszystkie opcje. Prawo stanu Oregon jest bardzo dziwne.

Rozdział 11
Rozdział 3
Bandeaux leżał na biurku, ręce zwisały po bokach, na grubym białym dywanie zebrała się ciemna kałuża krwi. Policjant w rękawiczkach ostrożnie wyjął spod prawej ręki ofiary coś, co wyglądało jak scyzoryk. Ostrze było ciemne od zaschniętej krwi. - Chryste - wyszeptała Morrisette. Kryminolodzy dokonali wstępnych oględzin i sporządzili notatki, a fotografowie i kamerzysta obfotografowali miejsce zdarzenia. Rysownik sporządził szkic, który mógł się przydać w dalszym postępowaniu lub w sądzie, gdyby okazało się, że popełniono morderstwo. Teraz cała ekipa rozpoczęła dokładne profesjonalne poszukiwania i zbieranie dowodów. - Podciął sobie żyły? - zapytał Reed. Długopisem podciągnął rękaw ofiary, odsłaniając paskudne nacięcia na przedramieniu. Morrisette wyraźnie pobladła. - Tak mi się wydaje, ale nie jestem koronerem - powiedział fotograf. Reed rozejrzał się po pokoju i odnotował, że drzwi na werandę są otwarte, żaluzje zaciągnięte, a na dywanie widać ślady po odkurzaczu. - Wciąż nie wierzysz w samobójstwo? - Reed zapytał Morrisette, a ta wolno potrząsnęła głową i cmoknęła. - Po prostu uważam, że to nie w jego stylu. Wkrótce przybył lekarz. Gerald St. Claire, obcesowy, niski, łysiejący mężczyzna dobiegał już siedemdziesiątki, ale wciąż był sprawny; resztki białych włosów przycinał krótko, zyskując wygląd - jak to określiła Sylvie - supermodnej szczoteczki do zębów. - Nikt niczego nie ruszał? - zapytał jak zawsze. - Nie, czekaliśmy na pana - automatycznie odpowiedziała Diane Moses. Zawsze padały te słowa. Byli zmuszeni razem pracować i gładko wymieniali zawodowe uprzejmości, ale nie przepadali za sobą. - Właśnie dokonaliśmy wstępnych oględzin, aby zorientować się w sytuacji. Kiedy zrobi pan swoją robotę, rozniesiemy to miejsce na strzępy. - Jak zwykle była sarkastyczna. Dowodziła tutaj i była tego świadoma. Apodyktyczna, bystra Murzynka nie cackała się z ludźmi. Nawet z St. Clairem. Spojrzał na nią chłodno i natychmiast odwzajemniła spojrzenie. - Na pierwszy rzut oka wygląda to na samobójstwo. - Niemożliwe - mruknęła Sylvie. Piętrzące się dowody nie zdołały jej przekonać. Przesunęła ciemne okulary na czubek głowy, jeszcze bardziej strosząc włosy. - Może miał kłopoty finansowe - zasugerował Reed. - Wiemy przecież, że jego małżeństwo się rozsypało. - Bandeaux był zbyt zakochany w sobie, żeby się tak pociąć - upierała się Sylvie. - Mówiłam ci, że trochę o nim wiem, pamiętasz? Przystojny skurczybyk, nie? - Westchnęła, patrząc na silną szczękę, wysokie czoło i niewidzące brązowe oczy. - Szkoda. - Więc uważasz, że został zamordowany? - zapytał Reed. Morrisette skinęła głową, przygryzając wargi. - Mogę się założyć. Niewiele osób w tym mieście będzie po nim płakać. - Podniosła szczupłe ramię zmarłego. - Jedno jest pewne, nikt nie miał tylu wrogów co Josh. - Znaleźliśmy list pożegnalny - powiedział jeden z policjantów. - Jest w drukarce, o tutaj. - Wskazał na szafkę za biurkiem. Reed rzucił okiem na list, nie dotykając. Znikąd pomocy.